10 maja 2019

Tak wolno, jak to tylko możliwe




Doszłam do wniosku, że lubię spędzać Wielkanoc w Niemczech. Zamiast wielkiego obżarstwa i siedzenia kołkiem przy stole, co mnie zawsze męczyło, nudziło i drażniło, tutaj robi się wycieczki, wypady rowerowe, albo kulturalne. No dobrze, pomyślicie sobie, że niektórzy już ledwo o majówce pamiętają, a ta tu z Wiekanocą wyjeżdża. A właśnie, że tak, bo postanowiłam przynajmniej czasami włączyć na tryb As Slow as Possible („Tak wolno, jak to tylko możliwe”) .
Tak się składa, że mieszkam dość niedaleko Halberstadt, gdzie to  w 2001 roku w  kościele Sankt-Burchardi rozpoczęto wykonywanie najdłuższego dzieła muzycznego w dotychczasowych dziejach ludzkości. W ramach wypadów wielkanocnych trafiliśmy właśnie tam i wysłuchaliśmy części zaplanowanego na lata koncertu. Czynić to można notabene o dowolnej porze dnia lub nocy. 


18 lat temu we wspomnianym kościele rozpoczęto wykonanie utworu Johna Cage'a As Slow as Possible, aczkolwiek przez pierwsze 2 lata mało z tego można było usłyszeć, bo utwór przewrotnie rozpoczyna się pauzą... Do tej pory wygrało zaledwie kilka dźwięków. Następna zmiana ma mieć miejsce w przyszyłym roku. Całość wykonywania kompozycji Cage’a zaplanowana jest na 639 lat. Skąd akurat taka liczba? Pierwotnie planowano rozpoczęcie gry w 2000 roku. Od niego odjęto liczbę 1361 (rok, w którym zainstalowano w Halberstadt największe na świecie organy barokowe)
i tym sposobem otrzymano wynik czasu trwania utworu.



Utwór Cage'a stanowi protest przeciw życiu w pośpiechu i zagonieniu. Kompozytor celowo nie określił czasu wykonywania swojej kompozycji. Jedyną sugestię zawarł w tytule. Jeśli komuś jest za długo czekać ponad sześć wieków możliwe jest wysłuchanie wersji rozłożonych w nie aż tak katastrofalnym czasie.

John Cage nie po raz piewszy szokuje i zadziwia. Swoją publicznoć wystawiał całe lata na niełatwe próby. Wielu jego utwory postrzegała jako kpinę i muzyczne brednie. Trudno nie dziwić się niektórym, gdy po 4,33 minutach ciszy dowiadywali się np., że właśnie wysłuchali , utwór zatytułowany 4′ 33″
Pomysł z utworem na 639 lat zafascynował mnie jednak. Dobrze, nie jest to muzyka, którą zagrałabym na swoim weselu, ale podczas słuchania monotonnego dźwięku poczułam namacalnie, jak ten utwór łączy ludzi z różnych epok. Ci, co przyjdą po mnie, nigdy już nie wysłuchają początku, ja nie dożyję końca utworu. Dopiero połączone dzieło pokoleń da w wyniku utwór będący całością, utwór, którego słuchały ludzie na przestrzeni wieków.
 Poza tym ja także należę do osób, których ciągła gonitwa i pośpiech też już męczą i frustrują. Protest w takiej formie przeciw życiu w kołowrotku bardzo mnie urzekł.
Teraz już chyba rozumiecie, skąd ten post  nawiązujący do moich wielkanocnych przeżyć w połowie maja:)  I wiecie co, fajnie jest tak czasem wysiąść z tej pędzącej karuzeli i pogapić się, jak mlecze kwitną:)



7 marca 2019

(Nie)rozliczona przeszłość

W grudniu 2018, w 51/52 (3191) numerze „Polityki” wydrukowano artykuł Ewy Wanat „Samotni i wściekli", po którego przeczytaniu niemalże szlag mnie trafił. Szanowana przeze mnie do tej pory pani Wanat rozczarowała, żeby nie powiedzieć zaszokowała mnie swoim nieprzygotowaniem z jakim zasiadła do napisania artykułu. Nie mogę pojąć, jak dziennikarka jej formatu tak powierzchownie wykonała podstawową w tym zawodzie pracę zebrania i analizy informacji, bo przynajmniej takie wrażenie stwarza opublikowany na łamach tego pisma tekst.. Braki merytoryczne względnie olbrzymie skróty myślowe autorki kreujące w efekcie we wspomnianym artykule nieprawdziwy obraz Niemiec dawniej i dziś stanowią przynajmniej dla mnie antyreklamę dla promowanego na końcu artykułu zbioru reportaży "Deutsche nasz".



Co jakiś czas obserwuję, jak w polskich mediach pojawiają się osoby pretendujące do miana ekspertów nt. Niemiec, którzy swoją wiedzę o tym kraju czerpią z nieznanych mi źródeł, ale słuchając/czytając ich wypowiedzi mam wrażenie, że bazują na swoich własnych wierzeniach niepopartych gruntowną analizą, a sprzedawanych potem społeczeństwu polskiemu jako model wytłumaczenia dla wziętego przez nich na tapetę tematu... W ostatecznym rozrachunku niejednokrotnie przedstawiają skrzywiony obraz kraju za naszą zachodnią granicą. Tak też się ma rzecz z niektórymi twierdzeniami zaprezentowanymi przez Ewę Wanat we wspomnianym artykule. Nie wiem, czy problem wynika z faktu, że przynajmniej część owych, uważających siebie jako znawców Niemiec, osób czerpie wiedzę głównie z pobytów w Berlinie, na którego temat każdy Niemiec powie, że to nie Niemcy, czy po prostu nie doceniają wagi rzetelnego sprawdzenia i przeanalizowania faktów. Zgodzę się, że nie mieszkając w Niemczech o pewnych rzeczach dotyczących dzisiejszej codzienności nie dowiemy się nawet z najlepszych książek. Mało tego, aby zrozumieć jako tako ten kraj nie wystarczy fakt zamieszkania przez laty w jednym miejscu. Aby go poznać należy, tak jak podkreślam to na moim blogu, najlepiej pożyć w jego różnych regionach. Niemniej nt. samej historii Niemiec jest pełno świetnych materiałów. Trzeba tylko poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z nimi.

Co zatem tak mnie zirytowało we wspomnianym artykule? Poza faktycznie nieźle opracowaną analizą sytuacji demograficznej we wschodnich landach Niemiec tekst prezentuje niezwykle spłaszczone, przedstawione w czarno-białych kolorach wyjaśnienie przyczyn dzisiejszego neonazizmu w tej części kraju. Jeśli by wierzyć tekstowi pani Wanat, oznaczałoby, że Niemcy Zachodnie mają za sobą udaną politykę denazyfikacyjną oraz proces przekształcenia kraju w państwo demokratyczne, czego rzekomo obywatelom Niemiec Wschodnich miało zabraknąć. Toteż niniejszym wyjaśniam, że historia polityki denazyfikacyjnej i reedukacji w obydwóch państwach niemieckich jest o wiele bardziej zawiła, niż to zaprezentowano w artykule "Samotni i wściekli", a co się z tym wiąże, to i jej, odczuwalne po dziś dzień, konsekwencje mają częściowo inne podłoże niż zaprezentowane w artykule wyjaśnienia.

Zanim usiadłam do napisania mojej odpowiedzi na tekst pani Wanat postanowiłam nie bazować na posiadanej dotychczas przeze mnie wiedzy, a jeszcze raz ją sprawdzić i skonsultować. W ostatnich miesiącach prowadziłam zatem rozmowy z historykami (z Niemiec Wschodnich i Zachodnich oraz zza granicy) weryfikując znane mi fakty oraz źródła, na których postanowiłam w mojej odpowiedzi bazować. Zapraszam do przeczytania zagmatwanej historii (nie)przepracowania zbrodni wojennych przez Niemców oraz jak to się odbija na dzisiejszej codzienności w tym kraju.




REEDUKACJA, BRAK SPÓJNEJ WIZJI

Cele aliantów państw zachodnich w odniesieniu do wspomnianej w artykule niemieckiej reedukacji różniły się w zależności od ich kraju pochodzenia. Amerykenie mieli min. pomysł przekształcenia Niemiec w kraj agrarny. Przeciwko opracowanemu już w 1944 planowi Morgenthau był min. Churchill, a ostatecznie i sam Roosevelt, gdy dostrzegł w nim zagrożenie dla swojej reelekcji. Amerykański trend za rządów Trumana był skierowany raczej w kierunku nie osłabiania, a wzmacniania pozycji Niemiec Zachodnich jako przeciwwagi dla strefy wpływów ZSRR. Francuzi z kolei dążyli do powalenia swojego odwiecznego wroga. Natomiast Brytyjczycy nie chcieli mieć bezwładnej kukiełki po swojej stronie żelaznej kurtyny. Sprzeczności te powodowały, że w różnych strefach okupacyjnych wspomniana przez Ewę Wanat reedukacja przebiegała w różny sposób, a nie tak ujednolicony jak przedstawiła to autorka artykułu "Samotni i wściekli". 




Już samo pojęcie reedukacji stanowi nie jako problem. Po raz pierwszy użyte w grudniu 1942 roku weszło do słownika amerykańskich publicystów. W innych strefach okupacyjnych stosowano inne określenia. Pod dyskujsę poddawano też właściwość niemieckiego pojęcia reedukacji. Pozostawmy jednak spory teoretyczne i skupmy się na tym, jak w praktyce wyglądał proces denazyfikacji i owej reedukacji, bo jego efekty zarówno w Niemczech Wschodnich jak i Zachodnich pokutują do dziś tylko w inny sposób niż to opisała Ewa Wanat. Przede wszystkim nieprawdą jest, jakoby w byłym NRD cały proces przeprowadzenia rozliczenia z przeszłością ograniczył się tylko do przerzucania winy na Niemcy Zachodnie, zaś RFN może pochwalić się udanym procesem demokratyzacji, co jest niezwykłym spłaszczeniem rzeczywistości.

WYPRANY W PERSILU KONTRA SĘDZIA ZROBIONY Z SZEWCA

W celu przeprowadzenia akcji wychowania na nowo narodu niemieckiego konieczna była wymiana kadr. Aby przeprowadzić to zadanie alianci zachodni wydali sporo dyrektyw, gorzej wyglądała rzecz z ich wdrożeniem. Faktyczny proces denazyfikacji w Niemczech Zachodnich trwał stosunkowo krótko. Najpilniej zabrali się do niego Amerykanie, którzy kazali 13, 4 milionom Niemców w wieku powyżej 18 lat wypełniać formularze składające się z 131 pytań nt. swojej przeszłości. W chwili jednak, gdy ZSRR zdał się być zbyt groźnym politycznym oponentem polityka denazyfikacji w Niemczech Zachodnich zeszła na dalszy plan. Początkowy cel denazyfikacji Niemców Zachodnich jako wychowania ich na naród działający wg zasad demokracji został zastąpiony przez maksymę: kto chciał dalej się w tym babrać, zagrażał demokracji. To z tego okresu pochodzi niemieckie określenie „Persilschein”, które możnaby przetłumaczyć jako „wyprany w Persilu”. W ramach procesu denazyfikacji sąsiedzi i znajomi wystawiali sobie nawzajem zaświadczenia, że rzekomo nigdy nic ich nie łączyło z partią NSDP, tudzież nie byli jej aktywnymi członkami. Na tej podstawie alianci w zachodnich strefach przeprowadzili kontrolę politycznej przeszłości całej rzeszy obywateli niemieckich. Kolejnym kamieniem milowym w procesie nieprzepracowania swojej nazistowskiej przeszłości były rządy za czasów Konrada Adenauera, który prowadził politykę reintegracji członków NSDP i oprawców reżimu nazistowskiego. Podjęto wówczas działania, które niwelowały wcześniejsze działania aliantów służące wyłączeniu z życia publicznego byłych oprawców nazistowskich oraz wychowaniu narodu niemieckiego na nowo w celu stworzenia nowego niemieckiego państwa demokratycznego. W ich konsekwencji dopuszczono ponownie do wykonywania zawodu sędziów, prawników, urzędników państwowych z nazistowską przeszłością (w tym min. nauczycieli, czy byłych funkcjonariuszy gestapo jako policjantów). Po 1949 aparat wymiaru sprawiedliwości RFN w sferze personalnej został prawie w całości przywrócony do stanu z czasów reżimu nazistowskiego. W porównaniu w NRD prawie całkowicie wymieniono kadry wymiaru sprawiedliwości. Wielu sędziów zostało aresztowanych, wysłanych do gułagów, a ich miejsca pozajmowali niejednokrotnie prości ludzie z ulicy, brani niemalże z łapanki, którzy odbywali szkolenia kwalifikujące do nowego zawodu podczas kursów przyspieszonych.

MORDERCY SĄ WŚRÓD NAS

Szacuje się, że czynny udział w samym holokauście (nie licząc innych przestępstw reżimu narodowosocjalistycznego) wzięło udział 250.000 kobiet i mężczyzn niemieckiego pochodzenia. Przed sądami państw alianckich oraz za granicą, w takich krajach jak Polska, Izrael, czy Jugosłwaia miało stanąć wg niezbyt dokładnych szacunków 60.000 oskarżonych, w NRD 12.881, a w RFN 6498 (z czego ok.1000 postawiono w stan oskarżenia z powodu popełnionych morderstw). Jeśli wziąć pod uwagę, że w pierwszych latach na terenie rosyjskiej strefy okupacyjnej część czynnych działaczy reżimu nazistowskiego została wywieziona przez Rosjan do gułagów bez wcześniejszego postawienia ich w stan oskarżenia na terenach niemieckich oraz, że późniejsze NRD liczyło w 1950 18.388.172 ludzi z tendencją malejącą w kolejnych latach podczas gdy BRD w tym samym roku miało 49.842.642 mieszkańców z tendencją wzrostową (dane ze spisów powszechnych), to proces faktycznie przeprowadzonej denazyfikacji przedstawia się lepiej w byłych Niemczech Wschodnich. Filozofią życiową w RFN stało się natomiast hasło „milczeć, zachować spokój i jak najmniej kar”, jednym słowem całe społeczeństwo zapadło na zbiorową amnezję. Przywrócone do zawodu kadry systemu sprawiedliwości stały na straży tego porządku. Wydawały wyroki można by rzec w swojej sprawie. Nie długo trzeba było czekać, aby i ten sposób myślenia przejęło społeczeństwo,  które ostatecznie nie przeszło procesu reedukacji. Podczas, gdy po głównym procesie norymberdzkim ok. 80% obywateli BRD opowiedziało się za słusznością takiego postępowania, to już 1950 tylko jej 38% widziała tego typu procesy za słuszne. Nagle dokonano też wymiany słownictwa (praktyka stosowana do dziś w Niemczech, gdy chce się wpłynąć na sposób myślenia mas): zamiast wyrazu „Kriegsverbrecher” (przestępca wojenny) zaczęto używać „Kriegsverurteilte” (skazany za udział w wojnie). Tylko w 438 przypadkach wydano wyroki dożywocia, wielu z byłych oprawców nigdy nie stanęło przed sądem. W 1951 dzięki ustawie regulującej stosunki prawne z osobami podpadającymi pod art. 131 Ustawy Zasadniczej (odpowiednik naszej konstytucji) ok. 55.000 urzędników z książeczką NSDP wróciło do czynnej służby. Rzecz nie do pomyślenia w NRD, gdzie raczej rosyjskie władze od początku wskazywały palcem na ludzi jako na byłych przestępców. W 1946 powstał tam min. film „Mörder sind unter uns“ (Mordercy są wśród nas) przedstawiający społeczeństwo niemieckie jako przesiąknięte ludźmi odpowiedzialnymi za ludobójstwo.
Metodę reedukacji, którą z powodzeniem można by nazwać „waleniem kijem po głowie” stosowano w NRD do upadku Muru Berlińskiego. Jeszcze w latach 80-tych uczniowie klas drugich zaczynali poznawać osobę Ernsta Thälmanna, zamordowanego w Buchenwaldzie przewodniczącego KPD. W klasach czwartych, a nieraz nawet już w trzecich, czyli w dzieciom w wieku lat 9-10 (!) pokazywano zdjęcia i filmy z obozów koncentracyjnych. Dodatkowo w klasie czwartej uczniowie przechodzili z grupy pionierów dziecięcych do grupy pionierów im. Ernsta Thälmanna. W związku z tym w programie stała wizyta w obozie Buchenwald. Miało to stanowić element kształtowania socjalistycznego, wolnego od przestępstw przodków, człowieka. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że obrana przez Sowietów forma reedukacji nie dawała pola do faktycznego przepracowania zbrodni nazistowskich, tylko ustanowiła antyfaszyzm jako ideologię niemieckiego państwa socjalistycznego. Podana w takiej formie wiedza o reżimie hitlerowskim powodowała, że jego ideologia była odbierana jako ciało obce. Po pierwszej fazie przeprowadzonej przez Rosjan czystki (odsunięcie od stanowisk i aresztowania wielu dawnych działaczy NSDP i zastąpienie ich komunistami) stworzyło pozory państwa wolnego od przestępstw przeszłości. Kompletnie odwrotna polityka Adenauera była zatem pożywką dla walczącego z imperializmem obozu komunistycznego, a takie wydarzenia w Niemczech Zachodnich jak np. słynny powrót 10.000 w 1955, czyli wypuszczonych z rosyjskich obozów niemieckich jeńców wojennych (dzięki negocjacjom Adenauera u Sowietów), który stał się manifestacją na cześć bohaterów narodowych, były wytykane palcem przez NRD jako tolerowanie przez Zachód zbrodniarzy.

MOSSAD WEZWANY NA POMOC

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/eb/Adolf_Eichmann_at_Trial1961.jpg
Adolf Eichmann, źródło Wikipedia, zdjęcie z domeny publicznej
Swoistego rodzaju odpowiednikiem enerdowskiego filmu „Mordercy są wśród nas” był nakręcony w 1959 w RFN film „Rosen für den Staatsanwalt” (Róże dla prokuratora), który w niezwykle zgryźliwy sposób komentował sytuację sądownictwa ery Adenauera. Zachodniniemiecka amnezja nie dopadła na szczęście kręgów inteligenckich oraz nielicznych upartych w ściganiu przestępców reżimu nazistowskiego. Do grupy tych drugich zaliczał się min. Fritz Bauer, którego nazwisko rozsławił także poza granicami kraju tzw. proces Remera, uznanego za naistotniejszy proces w historii powojennych Niemiec po procesach norymberskich i przed procesami oświęcimskimi. Oskarżonym był reżim narodowosocjalistyczny. Procesem tym Bauer, wówczas prokurator generalny Brunszwika, zapoczętkował niejako swoją reedukację Niemców. Proces Remera, podobnie jak 18 lat później gest Willego Brandta przed Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, wywołał w BRD falę krytyki, był jednak istotnym elementem w nazywaniu po imieniu winnych. Pokazał jednak nie tylko niechęć społeczeństwa na rozliczanie się z przeszłości, ale wręcz niezrozumienie niektórych kręgów, dlaczego III Rzesza była państwem bezprawia. dlatego też, gdy Bauer dowiedział się, że Eichmann ukrywa się w Argentynie z braku zaufania do służb wymiaru sprawiedliwości RFN poinformował Mossad o tym fakcie.
Fritz Bauer odegrał też ogromną rolę w przygotowaniu i poprowadzeniu procesów oświęcimskich (1963). Prokurator generlany Hesji przeforsował ideę wielkiego, spektakularnego procesu podczas gdy inne komórki starały się albo w ogóle do niego nie dopuścić tudzież rozbić go na kilka pomniejszych procesów. Bauer był zdania jednak, że Niemcy muszą zostać skonfrontowani z barbarzyństwem oprawców nazistowskich. Proces był preludium do wspomnianej przez Ewę Wanat w swoim artykule „Samotni i wściekli” rewolty 1968.

1968 – DRUGA NIEDOKOŃCZONA FAZA ROZLICZENIA SIĘ Z PRZESZŁOŚCIĄ W RFN

Stwierdzenie, że po rozruchach 1968 doszło w RFN do oczyszczenia byłoby przesadzone (a taką tezę stawia w swoim artykule Ewa Wanat). Z jednej strony wydarzenia pośrednio przyczyniły się do wyboru socjaldemokratów do parlamentu w 1969, a co za tym poszło Willego Brandta na kanclerza Niemiec, z drugiej strony nadal wielu nazistów pozostało w swojej służbie.
Nie do przecenienia jest rola Willego Brandta w podpisaniu umowy o normalizacji stosunków polsko-niemieckich, jego oświadczenie, że Niemcy chcą być dobrym sąsiadem, czy jego gest przed Pomnikiem Bohaterów Getta jako prośba o przebaczenie niemieckiej zbrodni Holokaustu. Polityka ta nadała nowy kierunek i faktem jest, że w latach 70-tych przynajmniej dla niektórych z dawnych przestępców wojennych zrobiło się ciasno w przetrzeni publicznej, ale procesu oczyszczenia jej z nazistów niestety nie dokończono konsekwentnie. Niech za przykład posłuży historia Heinza Reinefartha, odpowiedzialnego za masakrę Woli podczas Powstania Warszawskiego. Burmistrz Syltu w latach 1951-1964, poseł Landtagu (parlamentu kraju związkowego Schleswig-Holstein) do 1967, gdy to wszczęto w sprawie jego wojennej przeszłości śledztwo ostatecznie nigdy nie został postawiony w stan oskarżenia. Wnioski z polskiej strony o jego deportację zostały jeden po drugim odrzucane. Reinefahrt do swojej śmierci w 1979 roku wykonywał zawód adwokata. Umarł jako ceniony obywatel. Urząd Administracyjny Westerland wystawił mu nekrolog wychwalający jego nieoceniony wkład w rozwój miasta. Jego wojenną przeszłość przykryto milczeniem. Dopiero w 2013(!) email od ocalałego świadka wydarzeń na Woli w 1944 do pastorki gminy Westerland na wyspie Sylt spowodował, że wreszcie o przeszłości w mundurze cenionego burmistrza stało się głośno.
Historia Reinefartha nie jest odosobniona. Do lat 90-tych jak wyznali w jednym z reportaży ZDF History pracownicy fabryki Adlerwerke we Frankfurcie nad Menem było zabronione mówienie o tym, że zakłady pełniły podczas wojny rolę obozu koncentracyjnego.W latach 80-tych ciągle można było spotkać w szkołach nauczycieli z dawną książeczkę NSDP. Tak wyliczać można by jeszcze długo.

PRÓŻNIA I PRZEPAŚĆ

Upadek komunizmu i zjednoczenie obydwu państw niemieckich były swoistego rodzaju błogosławieństwem dla Niemców Zachodnich. Nagle pojawił się nowy temat debaty, który odwrócił uwagę od zaniedbań RFN w rozliczaniu  przeszłości. Po początkowej fazie entuzjazmu zaczęły się oskarżenia pod adresem wschodnich braci, jak mogli akceptować państwo bezprawia, w którym żyli. Dla obywateli NRD wychowanych w ideologii antyfaszystowskiej zarzuty te brzmią po dziś dzień jak potwarz. Ich odpowiedzią jest odegrzane z czasów socjalizmu wskazanie palcem na nieczyste sumienie pobratymców z RFN. Od lat raporty o stanie poczucia jedności Niemców (Jahresbericht der Bundesregierung zum Stand der Deutschen Einheit) mimo dość pozytywnych wstępów przedstawiają obraz podzielonego społeczeństwa.
Kwestia rozliczena z przeszłością i sposób rozmowy o tym, to jedna z przyczyn rys w dzisiejszych relacjach niemiecko-niemieckich. Doprawiona jest poczuciem ogromnej niesprawiedliwości obywateli byłego NRD, jak ich potraktowano po „zjednoczeniu” (patrz Beitragsverträge – układy o wcieleniu, więcej w poście: Krótka opowieść o hymnach niemieckich). Z dnia na dzień wykształcenie całych mas przestało cokolwiek znaczyć, albo było o wiele mniej warte niż tytuły Niemców z Zachodu. Decyzje te zapadały nie po gruntownym sprawdzeniu faktycznych umiejętności, a niejako odgórnie uznając socjalistyczne wykształcenie za gorsze. Niejednokrotnie oznaczało to dla Niemców Wschodnich podjęcie pracy w zawodzie znacznie poniżej ich umiejętności lub bezrobocie, w którym niektórzy tkwili potem ponad 20 lat. Podobnie los obszedł się z ikonami społeczeństwa enerdowskiego. Nowa rzeczywistość oznaczała dla wielu wschodnioniemieckich aktorów, czy sportowców koniec ich kariery. Zachodni Niemcy po prostu nie byli zainteresowani poznaniem codzienności, w jakiej żyli ich rodacy z NRD, jeśli obraz ten wykraczał poza opowieści o okropnej dyktaturze i chęci ucieczki. Po dziś dzień Niemcy Zachodni żyją w przekonaniu, że ich świat był i jest lepszy, a po upadku Muru Berlińskiego do tego tortu dopchali się wreszcie i Niemcy ze Wschodu.
Dla Niemców Wschodnich natomiast zmiana ustroju politycznego oznaczała także utratę ideologicznej bazy, na której się on opierał. Antyfaszystowski fundament dla budowy państwa socjalistyznego przyjął na przestrzeni lat formę, którą można by porównać do powtarzanych przez wiernych bez zastanowienia formułek podczas mszy. Nagle kilkunastom milionom ludzi powiedziano, że ich życie było bezsensowne, a wykształcenie nic niewarte. Do tego doszło dość aroganckie postępowanie rodaków z Zachodu, którzy na każdym kroku zaczęli pouczać obywateli z nowych krajów związkowych. Ossis, których młodość przypadła na czas zmiany ustroju politycznego niejednokrotnie mówią o powstaniu próżni w ich światopoglądzie. Ta pustka po dającej spoiwo dla społecznego życia w NRD idei oraz bunt przeciw „szarogęsieniu” się „u nich w domu” Wessis spowodowały powstanie mieszanki wybuchowej. Potrzeba podkreślenia własnej tożsamości przybrała katastrofalną formę: neonazizm.

NEONAZISTA NIE MUSI SIĘ RÓWNAĆ SKINHEAD Z KIJEM BASEBOLOWYM

Neonazizm wbrew powszechnej opinii nie jest jednak zjawiskiem toczącym tylko Niemcy Wschodnie. Na terenach Zachodnich ma on po prostu inną formę. To prawda, że w wyniku polityki lat 50-tych, czyli gospodarczego boomu do RFN zaczęło przyjeżdżać do pracy wielu obcokrajowców. Początkowo jednak nie zakładano, że oni zostaną już na zawsze. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Z jednej strony faktycznie na przestrzeni lat Niemcy Zachodni oswoili się z sąsiadami obcokrajowcami, czego obywatele NRD w swoim zamkniętym kokonie  nie doświadczyli, z drugiej jednak strony ich integracja, a potem kolejnych pokoleń nie przebiegła pomyślnie. Analiza przyczyn i konsekwencji to temat na osobny artykuł. Do myślenia niech da jednak informacja, że w Niemczech obcokrajowcy niejednokrotnie wytworzyli swoje własne społeczeństwa równoległe, w których żyją po dziś dzień. W co trudno uwierzyć, to fakt, że na terenie Niemiec Zachodnich da się znaleźć całe brunatne regiony (przykład: obwód Celle w Saksonii Dolnej). Trzeba znać świetnie język niemiecki z całą gamą niuansów w poszczególnych słowach i słówkach, aby rozpoznać prawdziwe intencje rozmówcy. To, o ironio, swoistego rodzaju spadek pokolenia 1968. Produktem wydarzeń tamtych lat jest min. poprawność polityczna (o jej historii pisałam tutaj: Wybór Trumpa ratunkiem dla niemieckiej demokracji?)

Intelektualiści i eksperci wskazują na wielkie niebezpieczeństwo zachodnioniemieckiego nazizmu, bo ciężko ocenić jego faktyczną skalę. W sprzyjającej politycznie chwili wentyle mogą puścić i nagle może się okazać, że problem jest o wiele większy niż się przypuszcza. Pewien przedsmak daje zaskakująco wysokie jak na Niemcy Zachodnie poparcie dla AfD w takich landach jak Nadrenia Westfalia (8%, wg statystyk obecnie tendencja wzrostowa do 12%), Hesja (13,1%) Nadrenia Palatynat (12,6%), (12,4%), Saara (w ostatnich wyborach poparcie 6,4% obecne poparcie wg statystyk 15%), a ostatnio (dane ze statystyk z 28.02.2019). Nieoficjalnie w rozmowach szeptanych krążą pogłoski o wielkich bossach z nienaganną pozycją społeczną, często majętnych, którzy mają dawać zlecenia zorganizowania rozrób zwykłym neonazistom, jakich znamy z ulicy. Jest to jednak informacja przeze mnie niesprawdzona. Trzeba by było przemknąć w struktury takich grup, na co osobiście się nie piszę. Opowiadałam Wam jednak już kiedyś o moim spotkaniu z neonazistą: (Nie wyjdziesz stąd żywa) i więcej takich nie chcę. Znajomi Niemcy urządzili mi jednak po tym wydarzeniu szkolenie, jak rozpoznać ludzi z tej grupy. To wtedy wyczulili mnie też na ten problem w formie zachodnioniemieckiej.

KRZYK WSCHODU

Ewa Wanat słusznie zauważyła w swoim artykule, że gotowość do agresji na tle rasistowskim jest wyższa w landach wschodnich. Z czego wynika zatem tak wielki roztrzał pomiędzy neonazizmem wschodnioniemieckim, a zachodnioniemieckim? W artykule „Samotni i wściekli” całe wytłumaczenie autorka sprowadziła do nieźle zanalizowanych relacji damsko-męskim, jakie się tam wywiązały w konsekwencji upadku Muru Berlińskiego. Niestety tekst pomija cały szereg innych aspektów, które dopiero w kombinacji dają pełniejszy obraz tego, co dzieje się w głowach Niemców ze wschodnich części kraju.
Quedlinburg, dziś przepiękne miasteczko, które przyciąga turystów. Przed zmianą ustroju domy popadały w ruinę. Za to życie tu, inaczej niż w NRD, nie daje żadnych perspektyw młodym ludziom.



Po połączeniu obydwóch państw niemieckich zaczęto z jednej strony remont infrastruktury: ulic, domów na terenie byłego NRD, z drugiej strony rozpoczęto proces likwidacji jej innych elementów. Zaczęto zamykać szkoły, rezygnować z niektórych linii autobsowych, odcinając tym samym nieraz ludzi od łatwego dostępu od instytucji pierwszych potrzeb. Dołożyło się do tego gorsze traktowanie w oczach obywateli byłego NRD ich kadr pracowników w porównaniu do pracowników z Zachodu i nie chodzi tu tylko o różnice w płacach. Przykładowo przejęci nauczyciele ze wschodnich landów nie mogli liczyć, w przeciwieństwie do kolegów z zachodniej części kraju, na uzyskanie statusu urzędnika państwowego, który to daje sporo przywilei. RFN, które w wyniku polityki Adenauera dopuściło do pracy w policji byłych funkcjonariuszy gestapo i potem całe lata wypłacało świadczenia emerytalne dawnym nazistom zaczęła pozbawiać praw do takich świadczeń byłych funkcjonariuszy Stasi. Przykłady można by tu dalej mnożyć. Podwójna moralność obywateli byłych Niemiec Zachodnich w połączeniu z ich arogancją oraz wykupowaniem majątku byłego NRD za śmieszne pieniądze (całe zakłady były sprzedawane za 1 DM), próżnia ideologiczna, jaka nastała w nowych krajach związkowych, odstawienie na boczny tor w życiu zawodowym i na koniec opisana przez Ewę Wanat frustracja mężczyzn pozostawionych we wschodnich landach przez kobiety, które postanowiły przenieść się na tereny byłych Niemiec Zachodnich stanowią przyczynę wściekłości, jaka z wyjątkową siłą wybuchła po pamiętnych słowach Angeli Merkel „Wir schaffen es.” [Damy radę]. Nagle do Niemiec przybyło sporo obcokrajowców, o których zaczęto się autentycznie troszczyć, podczas gdy wielu Niemców z byłego NRD ma poczucie, że w chwili zmiany ustroju pozostawiono ich na pastwę losu i skazano na los „zmarnowanego pokolenia”. To był element, który przelał szalę goryczy i wyprowadził ludzi na ulicę.
Podobnie jak w Polsce poprawność polityczna na terenach byłych Niemiec Wschodnich się nie przyjęła. Tym bardziej teksty wygłaszane na demonstracjach we wschodnich landach budzą zgorszenie i wywołują szok u zachodnich braci. Obywateli dawnego NRD mierżą natomiast prośby narzucenia im gorsetu językowego. Odczuwają to, jako kolejną próbę zasznurowania im gardeł.

SKUTKI BŁĘDÓW PRZESZŁOŚCI

Gdyby porównać drogę Niemców do uznania swojej historycznej winy z innymi reżimami, czy krajami, gdzie doszło do zbrodni przeciw ludzkości, to naród ten wykonał nieporównywalnie większą pracę na tym polu. Nie zmienia to jednak faktu, że tak naprawdę żadne z państw niemieckich nie przepracowało swojej przeszłości. W RFN na całe lata wyparto chęć wiedzy o swojej winie, a rewolta 68 oraz późniejsze bicie się w piersi polityków niekoniecznie przełożyły się na „katharsis” samego społeczeństwa. W NRD w początkowych latach po wojnie to Rosjanie zadbali o możliwe oczyszczenie elit z nazistów. Proces ten nie wyszedł od społeczeństwa, jedynie działacze komunistyczni, którzy niejednokrotnie sami padli ofiarą reżimu nazistowskiego wspierali Sowietów w tym działaniu. Przeciwna do polityki reintegracji Adenauera wymiana elit w NRD opierała się często na chęci zemsty i była kierowana pomysłem budowania niejako społeczeństwa bez przeszłości. (Podobna metoda jaką np. zastosowano przy budowie Kaliningradu w miejscu dawnego Königsbergu.) Uczciwie trzeba tu jednak zaznaczyć, że mimo sporej systematyczności Rosjan w działaniach mających na celu odcięcia od życia publicznego działaczy nazistowskich, to i nawet na terenach NRD nie udało się wyeliminować ich z wysokopostawionych stanowisk w 100%.  Fakt ten tłumaczy się brakiem kadr i stanowi tym razem pożywkę dla Niemców z zachodnich landów.

Rozliczenie przeszłości wojennej można podsumować tymi oto słowy:  Niemcy Zachodni założyli klapki na oczy, a Niemcy Wschodni urządzili sobie bal maskowy.  Dopiero stosunkowo od niedawna nasi zachodni sąsiedzi zaczynają otwarcie patrzeć w oczy swojej przeszłości. Jednak moment możliwości faktycznego rozliczenia zbrodni wojennych przegapiono. Dziś młodzi Niemcy często buntują się przeciw posypywaniu sobie głowy popiołem, twierdząc, że ta historia w końcu nie ich dotyczy. Trochę starsze pokolenie bazuje właśnie na stwierdzeniu, że w porównaniu z innymi reżimami Niemcy sporo uczynili. Problem w tym, że jakby się bliżej przyjrzeć temu tak przez media zachwalanemu niemieckiemu systemowi demokratycznemu oraz postawie niemieckiego społeczeństwa na różne tematy wychodzi sporo braków. Można przypuszczać, że jedną z przyczyn niedociągnięć w implementowaniu zasad demokracji w niemieckiej przestrzeni publicznej to efekt roztrzału między ogólnie przyjętą definicją pojęcia „demokracja”, a jego interpretacją dokonaną przez stronę niemiecką w wyniku przebytej historii i procesu jej przepracowywania. W czym się owe braki w praktycznym zastosowaniu pojęcia objawiają to znowu temat na osobną analizę. Co ciekawe to właśnie Niemcy ze wschodnich landów posiadający praktyczne doświadczenie życia w państwie niedemokratycznym potrafią je teraz niejednokrotnie szybciej zlokalizować w dzisiejszym RFN. Genialne podsumowanie niektórych z ułomności w demokratycznym myśleniu Niemców opanowanych wręcz do opętania zasadą politycznej poprawności dał 13.02.2019 w programie "Markus Lanz" stacji ZDF pochodzący z Magdeburga Stefan Kretzschmar, gwiazda piłki ręcznej w Niemczech.


Bibliografia:

Bührer Werner "Die Adenauer-Ära. Die Bundesrepublik Deutschland 1949-1963, 1993

Giolbas Norman „Reeducation“ und „Reorientation“ in Deutschland nach dem Zweiten Weltkrieg , GRIN, 2009

Meyer Kristina Zu weit links: Der SDS und die „Ungesühnte Nazijustiz“. In: Kristina Meyer: Die SPD und die NS-Vergangenheit 1945–1990. Wallstein, 2015

Dr.phil. René Börrnert „Ernst Thälmann als Leitfigurder kommunistischen Erziehungin der DDR“

 Rolf Kosiek, "Die Macht-Übernahme der 68er", Hohenrain, 2009
„50 Jahre Deutschland“ mit der Einleitung von Helmut Kohl, Ploetz Freiburg, 1999

Jahresbericht der Bundesregierung zum Stand der Deutschen Einheit (Jahre 2011-2018)

Spiegel Online (Spiegel Special), "Amnesie und Amnestie" 21.02.2006  (stan z 20.02.2019)

Zeit Online "Was damals Recht war. Deutsche Juristen und die NS-Diktatur", 25.02.2009 (stan z 28.02.2019)

Der Tagesspiegel (wydanie online 02.08.2014) „Der fürchterliche Sylter" (stan z 05.03.2019)

Dane statystyczne spisów ludności na terenach Niemiec: https://de.wikipedia.org/wiki/Liste_der_Volksz%C3%A4hlungen_in_Deutschland
Materiały obozu przejściowego we Friedlandzie

Vergangenheitsbewältigung in Deutschland –die verschiedenen Phasen der Aufarbeitung des NS-Unrechtsregimes, Redeanlässlich des internationalen Symposiums der Friedrich-Ebert-Stiftung
in Tokio am 4.
Juni 2015,  (stan z 05.03.2019)

https://dawum.de/AfD/

Seria reportaży ZDF History poświęcona przepracowaniu zbrodni nazistowskich pzez obydwa pańStwa niemieckie