Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

18 października 2016

nieskończoność x 164 = nieskończoność

(1) Godność człowieka jest nienaruszalna. Jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem wszelkich władz państwowych. 

Artykuł ten otwiera Ustawę Zasadniczą Republiki Federalnej Niemiec (w przekładzie Aleksandra Marka-Sadowskiego) i to na niego powołuje się prokurator generalna oskarżająca majora Luftwaffe Larsa Kocha o zestrzelenie 26.04.2016 lecącego z Berlina do Monachium porwanego przez islamskich terrorystów samolotu, których celem był zamach na stadion z 70 000 widzów meczu Niemcy-Anglia. 
Nic nie słyszeliście o tych wydarzeniach? Pewnie dlatego, że zanim doszło do ataku terrorystycznego major Koch samolot zestrzelił i byłby pewnie opiewany jako bohater narodowy, gdyby nie fakt, że na pokładzie samolotu znajdowało się 164 pasażerów. Teraz stoi przed sądem, który ma uznać go za winnego tudzież niewinnego morderstwa popełnionego na cywilistach.


Tak pokrótce przedstawia się akcja dramatu "Terror" Ferdinanda von Schiracha wyświetlonego wczoraj w wersji filmowej jednocześnie w niemieckiej, austriackiej, szwajcarskiej i słowackiej telewizji. (Czesi też albo w najbliższych dniach chcą, albo dopiero co film ten pokazali także u siebie  - nie za bardzo mogę połapać się w opisie na stronie ich programu).
Średnią mam opinię o telewizji publicznej w Niemczech (o prywatnej zresztą też), zwłaszcza biorąc pod uwagę ściągany przez nią w sposób niezgodny -zdaniem wielu niemieckich naukowców- z konstytucją BRD comiesięczny haracz w postaci opłaty abonamentowej, nijak mającej się do jakości większości prezentowanych w niej programów, ale tym razem można było stwierdzić, że raz na ruski rok widz otrzymuje za wydarte mu wręcz z gardła pieniądze coś naprawdę wartego obejrzenia. Co więcej widzom nie zaserwowano gotowca.  Zgodnie z koncepcją całego dramatu to publiczność wkłada togę sędziego i wydaje wyrok. W wypadku wczorajszej projekcji nie było możliwości odegrania scenki rodzajowej z Bundestagu, tzw. przeze mnie i opisanej tutaj: http://sbundowani.blogspot.de/2016/07/poskaczmy-jak-barany-historia-gosowania.html) metody "baraniego skoku", na którą to zdecydowało się część teatrów podczas inscenizacji, ale emocje związane z faktem, że głosowali jednocześnie obywatele kilku krajów naraz, rekompensował niezbyt porywającą telefoniczno-internetową drogę głosowania.

"Terror" bije rekordy popularności w tym roku w niemieckich teatrach. Sama próbowałam się dostać na sztukę w dwóch miastach i za każdym razem próba kupna biletów z już kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kończyła się porażką. Tym bardziej ucieszyłam się na wieść o wyświetleniu jej ekranizacji. (Chyba po raz pierwszy od mojej przeprowadzki do Niemiec cztery lata temu cieszyłam się tu na jakiś program i autentycznie na niego czekałam). I nie zawiodłam się, zwłaszcza że i obsada była niczego sobie. Osobiście cenię bardzo grę Burgharta Klaußnera (tutaj w roli sędziego). W zeszłym roku można było oglądać go na ekranach kin w filmie "Der Staat gegen Fritz Bauer" ["Fritz Bauer kontra Państwo"] opowiadającym o walce w latach 50-tych i 60-tych prokuratora generalnego Hesji, tytułowego Fritza Bauera, o postawienie przed sąd zbrodniarzy nazistowskich. (Dla nieobeznanych z tematem pozwolę sobie przy okazji wspomnieć, że z racji braku zainteresowania ówczesnego państwa niemieckiego grzebaniem w swojej brudnej przeszłości, zdesperowany Bauer niechcący pozostawić na wolności Adolfa Eichamanna, na którego trop w Argentynie trafił, a którego sam nie był w stanie ściągnąć na proces do Niemiec, zdecydował się - niezgodnie z prawem niemieckim - na współpracę z Mosadem.) Za rolę tę, którą moim zdaniem zagrał rewelacyjnie, Klaußner został odznaczony niemiecką nagrodą filmową Günthera Rohrbacha. Wydaje się, że role postaci z dziedziny sądownictwa  mu leżą, bo i jako sędzia w adaptacji "Terroru" był niezgorszy, choć nie miał tu takiego pola do popisu swoimi aktorskimi umiejętnościami.

Co jednak  chyba większość widzów w pierwszej kolejności w wypadku tego filmu pochłonęło była nie gra aktorska, a argumentacja oskarżyciela, obrońcy, poszczególnych świadków i wreszcie samego oskarżonego. Okazuje się, że na początku rozprawy wielu wychodzi z założenia, że za decyzję zestrzelenia 164 osób dla ratunku 70 000 ludzi pilota nie powinno się ogłaszać winnym. ARD przygotowało jednak całą debatę, jaka miała miejsce po wyświetleniu filmu (zresztą również zgodnie z koncepcją dramatu, ma ona bowiem za każdym razem stanowić część składową wystawianej sztuki), a w jej ramach eksperyment z 12 widzami, którzy podczas całego filmu mogli podejmować decyzje oraz je modyfikować. Okazało się, że te 12 osób w toku rozwoju sytuacji 28 razy zmieniło zdanie. Najpierw okazuje się, że pasażerowie podjęli próbę odzyskania kontroli nad samolotem, a po jakimś czasie prokurator Nelson sięga po zacytowany Art.1 Ustawy Zasadniczej Republiki Federalnej Niemiec, co dla wielu widzów miało być punktem zwrotnym w ich toku myślenia. "Państwo nigdy nie ma prawa decydować, czyje życie jest więcej warte. Niezależnie czy dotyczy to setki osób, czy kilku tysięcy." oznajmia pani prokurator. Według tej argumentacji:

1 życie = nieskończoność, 
nieskończoność x 164 = nieskończoność
nieskończoność x 70 000 =  nieskończoność
nieskończoność = nieskończoność

Co oznacza, że major Koch wszedł w rolę Boga decydującego o tym, kto ma żyć, a kto umrzeć (coś mi przy tej okazji zawiało zza polskiego płotu debatą odnośnie aborcji). By jeszcze dobitniej pokazać niekonsekwencję ludzkiej natury powołuje się na dwa przypadki omawiane w filozofii. W pierwszym pracownik stacji kolejowej widzi pędzący po szynach pojazd wprost na pociąg z pasażerami. Zderzenie może spowodować śmierć ok. setki osób. Pracownik stacji może jednak przestawić zwrotnicę i zmienić jego kierunek jazdy. Sęk w tym, że na drugim torze pracuje akurat pięć osób. Niemniej szybkie rozważenie, czy ratować setkę ludzi, czy poświęcić życie pięciu jednostek wielu skłoniłoby do przestawienia zwrotnicy. Jeśli jednak sytuacja przedstawiałaby się następująco, że na zapełniony pasażerami wagon pędziłby pojazd, który można byłoby zatrzymać tylko zepchnięciem z mostu siedzącego na nim faceta z nadwagą, przechodzień, który stanąłby przed takim dylematem nie zdecydowałby się na ten krok. Wówczas równanie 100 za 1 nie działa, bo oznaczałoby to, że musiałby zabić tego człowieka własnoręcznie, a nie za sprawą uruchomienia jakiejś wajchy.
Oskarżony zwraca za to uwagę, że został wykształcony, by bronić państwa z jego obywatelami. Brak reakcji z jego strony na atak terrorystyczny oznacza wystawienie kraju jako bezbronnej ofiary na łaskę zamachowców. Dyskusja z pułapu, czy 164 żyć można poświęcić na rzecz ratowania 70 000 przechodzi w sferę wartości, zasad, jurysdykcji, moralności oraz tego, która z tych norm jest nadrzędną w naszym wzajemnym obcowaniu, w tym w sytuacjach ekstremalnych naszej wspólnej egzystencji.  Czy człowiek ma prawo przedkładać swoje własne intuicyjne poczucie moralności i etyki ponad konstytucję? Czy konstytucja jest dokumentem bezbłędnym, uwzględniającym wszelkie możliwe nuianse?
Dodatkowo akcja "Terroru" odgrywa się w jeszcze jednym obszarze: na płaszczyźnie konfliktu między pewnym swojej decyzji mężczyzną oraz stawiającej jego czyny pod znakiem zapytania kobietą. Poszczególne teatry w Niemczech różne podejmowały decyzje odnośnie rozdziału ról, ale z prześledzonych recenzji wynika, że pierwiastek konfliktu damsko-męskiego został w nich zawsze zachowany.

Autor Ferdinand von Schirach jest pracującym w Berlinie adwokatem w sprawach karnych oraz autorem przetłumaczonych  na wiele języków książek, w tym "Sprawa Colliniego", w której zajmuje się żenującym (nie)rozliczeniem przez BRD zbrodni nazistowskich.  Wnuk szefa Hitlerjugend i gauleitera Wiednia Baldura von Schiracha, skazanego w Norymberdze na 20 lat więzienia co rusz z powodzeniem wyciąga z kąta dzisiejszą, zasiedziałą opinię publiczną i zmusza ją do debaty.
Czy "Terror" jest jego wielkim sukcesem? I tak  i nie. Sztuka z pewnością rozsławiła jeszcze bardziej  nazwisko von Schirach, natomiast okazuje się, że publiczność niemiecka konsekwentnie wydaje wyrok inny od tego jaki autor sam by wygłosił. Jesienią zeszłego roku przeciętnie 57% publiczności w poszczególnych teatrach opowiedziała się za uniewinnieniem majora Kocha. Po atakach w Paryżu liczba ta wzrosła do 60%. We wczorajszym eksperymencie 86,9% niemieckiej, 84% szwajcarkiej i jakoś podobna liczba austriackiej publiczności (akurat wygnało mnie do kuchni po chrupki w chwili podawania danych z Austrii) uznała pilota Luftwaffe za niewinnego. W każdym razie facet bez wątpienia przyczynił się do podjęcia w dyskursie społecznym istotnych zagadnień, w tym na powrót każe zastanowić się nad rolą konstytucji w państwie (może w końcu ktoś się dopatrzy, że ściągana w obecnej formie opłata abonamentowa łamie nie tylko konstytucję, ale i podstawowe zasady etyki).

Życzę naszemu krajowi z całego serca, aby doczekał się któregoś dnia wyświetlenia  "Terroru" w teatrze TVP.  Sztuka jest niezwykle aktualna nie tylko ze względu na obecną sytuację panującą w Europie. Ekstremalność rzuconej pod osąd w niej sytuacji bezlitośnie obnaża normy i ich wzajemną sprzeczność, jakimi kierujemy się w wielu decyzjach życia powszedniego.
Jak myślicie, jaki wyrok wydalibyście Wy? A jeśli Wam powiem, że w Niemczech przeciętnie w 25 przypadkach rocznie podnoszone są z ziemi odrzutowce Luftwaffe w celu sprawdzenia, czy samolot pasażerski, z którym wieża kontroli utraciła łączność nie stał się bronią w ręku terrorystów? A teraz pomyślcie sobie, że akurat możecie znajdować się na pokładzie takiego sprawdzanego przez Luftwaffe samolotu... I nie zapomnijcie przy tym wszystkim, że decyduje się los człowieka, któremu w tym nieszczęsnym przypadku przyszło podjąć decyzję...



11 sierpnia 2016

Niemieckie Honywood


 
Lato to czas podróży i dlatego też postanowiłam zabrać Was dziś na spacer nieopodal Berlina, a dokładniej na wycieczkę do Babelsbergu.  Tak nazywa się bowiem niemieckie Hollywood znajduje się  pod Pocztdamem. Tereny te uznał za doskonałe do produkcji filmów kamerzysta Guido Sieber. Wcześniej kręcono filmy na dachach berlińskich domów, by maksymalnie wykorzystać światło słoneczne. Niestety prowadziło to niejednokrotnie do pożarów, jako że klisze filmowe były wykonane z łatwopalnego materiału.[1]  Otwarcie studia Babelsberg miało miejsce  w 1911, co daje mu tytuł najstarszego na świecie studia filmowego! Pierwszy wyprodukowany w nim film powstał już rok później. Był to „Taniec umarłych” (niem. „Der Totentanz”) w reżyserii Urbana Gada, opowiadający o małżeństwie Belli i Burka, którego życie upływa w idylli aż do dnia wypadku mężczyzny, w wyniku czego świat obydwojga zostaje wywrócony do góry nogami. Do dzisiejszych czasów film nie dotrwał. Z 905 m długiej taśmy (60 min.) do dzisiejszych czasów zachowało się tylko 427 m (23 min.) w Moskwie, za to jego scenariusz znajduje się w Duńskim Instytucie Filmowym.
Studio Babelsberg od samego początku cechowało się dążeniem do technicznej i artystycznej innowacyjności, co min. umożliwiło nakręcenie w nim największej na tamte czasy produkcji, filmu „Metropolis”, dziś kultowego już filmu okresu kina ekspresjonistycznego. Do bardziej znanych obrazów, jakie w okresie przedwojennym powstały w tamtejszym studio należy także „Błękitny anioł” (niem. „Der blaue Engel”) z Marlene Dietrich nakręcony w oparciu o dzieło Heinricha Manna.(brata Tomasza Manna) „Professor Unrat oder das Ende eines Tyrannen”.

File:Paul Wegener als Student von Prag, Filmplakat 1913.jpg
Plakat pierwszego filmu ekspresjonistycznego "Student z Pragi" (1913). Projekt Zajac, autor nieznany. Zdjęcie znajduje się w domenie publicznej Wikimedii

Za rządów NSDAP w Babelsbergu nakręcono ponad 1.000 filmów, w tym cała masę filmów propagandowych. Jedną z osób realizujących w podpoczdamskim studio swoje projekty była Leni Riefenstahl, potocznie zwana „ulubienicą Hitlera”. Przy pracach nad obrazem "Niziny" (niem. „Teifland”) kręconym w studiu Babelsberg wykorzystała jako statystów Romów z obozów koncentracyjnych Maxglan i Marzahn.[2]
Pierwszym powojennym filmem nakręconym w studio Babelsberg był obraz Wolfganga Staudte  „Mordercy są wśród nas” (niem. „Die Mörder sind unter uns”), który otwarcie mówił o  winach narodu niemieckiego i wskazywał na potrzebę rozliczenia go z popełnionych zbrodni. Film zajmuje poczytne miejsce w niemieckiej kinematografii chociażby z tego faktu, że powstał już rok po zakończeniu wojny oraz że bez zawoalowania traktuje kwestie wojennej przeszłości Niemców, podczas gdy w byłych Niemczech Zachodnich (gdzie centrum filmowym stało się  studio Bavaria Film pod Monachium) zachodnioniemieccy twórcy filmowi wprawdzie potępiali reżim hitlerowski, ale jednocześnie szukali usprawiedliwienia dla współrodaków.
Do czasu zjednoczenia Niemiec w Babelsbergu wyprodukowano ok. 700 filmów fabularnych, 150 filmów dla dzieci oraz ok.. 600 filmów dla telewizji NRD. Niemcy nazywali wówczas studio potocznie „Honnywood” nawiązując do Hollywood, a jednocześnie do rządów Ericha Honeckera. Po zmianie systemu teren z halami filmowymi przekształcono na Miasteczko Mediowe, które ma w ofercie całą masę atrakcji dla odwiedzających (jak np. Show kaskaderów, show „Zwierzęta przed kamerą”, kino akcji 4D, zwiedzanie planu filmowego). Znajduje się tam także Wyższa Szkoła Filmowa i Telewizyjna  im. Konrada Wolfa [Hochschule für Film und Fernsehen „Konrad Wolf”].
Do hollywoodzkich filmów nakręconych w Babelsbergu należą min. Dzieła Polańskiego „Autor widmo” z Piercem Brosnanem i „Pianista”z Adrienem Brody, poza tym powstały tam także „Valkyrie” z Tomem Cruisem,  „Lektor” z Kate Winslet. Swój film „The monuments men” kręcił tam także George Clooney. Ulica imienia Quentina-Tarantino w miasteczku filmowym przypomina, że i on zrobił w niemieckim studio swój film, „Inglourious Basterds”. Podczas uroczystości  otwarcia ulicy o swoim imieniu Tarantino powiedział: "To niezwykle przejmujące uczucie być w studio, w którym nakręcono wszystkie najważniejsze filmy lat 20-tych. Miejsce to oczarowało mnie.” [3]  
Ja jednak cenię Babelsberg przede wszystkim za fakt, że to w tym studio powstały pierwsze filmy ekspresjonistyczne, które tak niesamowitą rolę odegrały w dalszym rozwoju kina europejskiego. Tylko gdy tak rozmyślam o historii "niemieckiego Hollywood" kręci mi się łza w oku, że w Polsce nie tylko zadbano odpowiednio o to, by zachować łódzką Wytwórnię Filmów Fabularnych, ale że wręcz wielu z twórców branży filmowej walnie się do tego przyczyniło, by ją rozwalić. A w końcu stanowiła ona niezły kawał historii polskiej kinematografii. Miałam (nie)przyjemność statystowania w ostatnim filmie zrealizowanym w łódzkij WWF będącym niejako pogrzebem łódzkiego hollywood. I co robią władze miejskie, gdy pojawia się szansa odbudowania dawnej historii? Wypraszają zakochanego w Łodzi Davida Lyncha, który był gotów otworzyć tam studio filmowe, dać pracę ludziom oraz rozsławić trochę w świecie Polskę! I dlatego właśnie Niemcy mają Babelsberg, a my w centrum Polski nieszczęśliwe miasto z ogromnym potencjałem, którego rozwój blokuje bliskość Warszawy i ciemnota władz.





[1]Porównaj: http://www.hoerzu.de/wissen-service/wissen/100-jahre-studio-babelsberg (artykuł „100 Jahre Studio Babelsberg” z 03.02.2012)
[2]Po wojnie została pierwotnie uznana za osobę niepowiązaną z reżimem faszystowskim, ostatecznie po kolejnych procesach zaliczono ją do grona osób "sympatyzujących z narodowymsocjalizmem". Sama tłumaczyła swoją pracę na rzecz NSDP naiwnością. Nie przeszkodziło jej to jednak jeszcze w kwietniu 2002 wygłosić opinii, iż "wszystkich Cyganów, którzy statystowali w filmie widziała po wojnie. Żadnemu nic się nie stało" (wielu z nich zginęło potem w obozie koncentracyjnym) w efekcie czego prokuratura niemiecka postawiła ja w dniu jej 100. urodzin w stan oskarżenia 'Za negowanie zbrodni popełnionych przez nazistowskie Niemcy',  Gazeta Wyborcza, „Leni Riefenstahl oskarżona”, 22.08.2002.
[3]http://www.hoerzu.de/wissen-service/wissen/100-jahre-studio-babelsberg(artykuł „100 Jahre Studio Babelsberg” z 03.02.2012) [tł. własne]