11 maja 2017

Polska sztuką kwitnie!



Do takiego wniosku doszłam po wizycie w Kassel. Najcudowniejszy pod Słońcem Mąż wyliczył, że 27.04 przypadał 1000 dzień naszego małżeństwa i uznał, że należy to uczcić:) Traf chciał, że następnego dnia zaczynał się wydłużony weekend i tym sposobem postanowiliśmy na naszą „tysięcznicę” gdzieś wyskoczyć. Początkowe plany romantycznego wypadu na wyspę Rügen storpedowała prognoza pogody niezapowiadająca za specjalnie wysokich temperatur, toteż w ostatniej chwili wymyśliłam Kassel. Nigdy tam wcześniej nie byliśmy, ale znałam zachwycające zdjęcia wodospadów wodnych w tamtejszym parku pałacowym i stąd pomysł. Nie podejrzewałam nawet, jak rozszerzająca horyzonty w postrzeganiu własnej  ojczyzny ta wycieczka się okaże! A wszystko to zasługa "documenta".

"Documenta" to wydarzenie artystyczne, które raz na pięć lat zamienia Kassel w wielką metropolię kulturalną. Miasto staje się galerią sztuki najważniejszej na świecie wystawy. Najbardziej znani artyści są zapraszani do prezentacji swoich prac, które są wkomponywane w krajobraz miasta. W tym roku "documenta" po raz pierwszy zostało podzielone na dwa miasta. Obecnie wystawa trwa w Atenach (z tej okazji uruchomiono specjalne połączenie lotnicze między Kassel a Atenami), a w czerwcu honory gospodarza eventu na powrót obejmie miato w Hesji.  

"Musiałem zrobić coś z Kassel, żeby nie zginąć."

Arnold Bode


Pomysłodawcą "documenta" jest Arnold Bode. Faktycznie udało mu się zostawić fantastyczną schedę po sobie. Kassel, jak się okazało, jest raczej nieciekawym miastem. Fatalna architektura (co dotyczy większości miast niemieckich zniszczonych w II wojnie światowej), wszechobecnie widoczna bieda (bądźmy szczerzy, oceniając na podstawie wyglądu i zachowania osobników na ulicach, to miasto żuli) i nuda bijąca z różnych zakątków. Ratuje je właśnie "documenta" (w skrócie d), które na przestrzeni czasu stało się eventem na skalę światową. Podczas, gdy d1 odwiedziło 130 000 osób, to podczas d13 w 2012 naliczono 904 992 odwiedzających!


Centrum Kassel

Deptak


Z organizacją tego wydarzenia kulturalnego związanych jest sporo ciekawych historii. W 1959 lato było tak suche, że obrazy w pomieszczeniach wystawowych zaczęły się fałdować. Z kolei w 1977 Kassel dopadły niespotykane ulewy.  Nieprzygotowany na taką aurę dach oranżerii zaczął przeciekać i wśród wystawionych obrazów poustawiano wiadra, które napełniały się deszczówką w ekspresowym tempie. W 2007 roku artysta z Tajlandii Sakarin Krue-On wpadł na pomysł zaprezentowania kawałka swojej ojczyzny. Obsadził ryżem usypane z powojennych ruin wzgórze w parku zamkowym. Ryż oczywiście na takiej powierzchni nie wyrósł mimo błagalnych próśb zanoszonych do bogów przy użyciu kadzidełek. Jednym z najbardziej zwariowanych, a przy tym wywołującym uśmiech na ustach dzieł sztuki w historii "documenta" był ustawiony 27 czerwca 1972 przed dworcem głównym cokół Meiersa. Widniała na nim informacja, że 23 marca 1994 w godzinach 15-16 Dieter Meier będzie stał na tej płycie. Słowa dotrzymał. Natomiast highlightem podczas d13 było dzieło "bez tytułu" francuskiego artysty Pierre Hughe. Przez trzy miesiące po Kassel biegała suka o imieniu "Human" z pomalowaną na różowo łapą.

"Przepraszam, widział już pan ten chaos, 

czy to może documenta?"


"Documenta" to wystawa sztuki współczesnej. Jak to ze sztuką współczesną bywa, czasami ciężko rozróżnić, co nią jest. Na d11 Maria Eichhorn założyła spółkę akcyjną, której celem było nieprzyniesienie żadnego zysku. W ramach d13 Norweg Matias Faldbakken opracował w bibliotece miejskiej instalacje, które wyglądały, jakby ktoś powyrzucał książki z regałów. Czytelnicy co chwilę zgłaszali ogromny nieporządek tudzież akt dewastacji bibliotekarzom, którzy dokumentowali wszystkie reakcje. Czasami jednak nie tylko sami odwiedzająycy nie wiedzą, co jest sztuką, a co nie. Założyciel "documenta", Arnold Bode, uznał jakieś dziwne filcowe coś za resztki opakowania i kazał odesłać je amerykańskiemu rzeźbiarzowi Robertowi Morrisowi. Niestety odesłał mu jego dzieło sztuki...  Domyślam się, jak tamten musiał być wściekły. Móc prezentować swoją sztukę w ramach "documenta" to jedno z największych wyróżnień dla artysty. Dlatego ci, którzy nie zostaną oficjalnie zaproszeni próbują nieraz wyżebrać miejsce dla siebie. Gdy to nie pomoże, pozostaje zawsze podstęp. Kurt Lehmann swoją rzeźbę z plastiku pt.: "Matka i dziecko", wykonaną na zlecenie wspólnoty mieszkaniowej w Kassel, nie wysłał na osiedle, które miała ozdobić, lecz na "documenta". Dopiero po wielu dniach odkryto nieznajdujący się w programie wystawy objekt i odesłano go do właściciela. 

"Skierowany wzrok", dzieło sztuki pozostałe po przeszłych "documenta"


"O rany! Pali się!"


Na widok szarego dymu buchającego z wieży przymuzealnej chciałam wzywać straż pożarną. Powstrzymał mnie Najcudowniejszy Pod Słońcem Mąż, który po szybkiej ocenie reakcji innych ludzi uznał, że tamtym dym wisi i powiewa, podsumował więc "My się o Wasze dobra kulturalne w 1939 nie troszczyliśmy, nie widzę zatem powodu, dlaczego Ty miałabyś sobie zawracać teraz głowę naszymi." po czym pociągnął mnie za rękę. Okazało się, że słusznie było go posłuchać. Dym ma być eksponatem wystawianym w ramach d14... Jeszcze by mnie kosztami za bezpodstawne wezwanie straży pożarnej obciążyli. Niemniej pomyślałam sobie, że Polska ze swoim smogiem wykosiłaby jak tę instalację. Po kilku krokach natknęliśmy się na składowisko rur, podobne do tych, jakie dopiero walały się na placu budowy niedaleko bloku znajomej w Polsce. Gdybym nie wiedziała nic o "documenta", to najzwyczajniej w świecie uznałabym, że coś w tym miejscu remontują.



Turyści w Kassel mogą zaopatrzyć się w mapki śladami poprzednich wystaw, po których w mieście ostały się pojedyńcze obiekty. Ciekawi, jakie to jeszcze cuda odkryjemy, zdecydowaliśmy się odbyć spacer wyznaczonym szlakiem po tej nietypowej galerii. 




Trzeba zaznaczyć, że bez mapki się nie obejdzie. Bez niej połowę eksponatów przeoczylibyśmy. Pierwszym z dzieł sztuki, jakie sobie obejrzeliśmy było 7000 dębów zasadzonych przez Beuys'a. Przywiodło mi ono na myśl wspomnienia, gdy jako mała dziewczynka zasadziłam razem z innymi w sumie co najmniej kilkaset drzew w ramach socjalistycznej akcji "zieleń dla kraju", czy coś w tym stylu.  Jak zwał tak zwał. I jego, i nasze drzewa nadal rosną. Beuys wielkim artystą, ja małą ekodziałaczką.


Dęby Beuys'a
Moje drzewko (1986)








No dobrze, przyznaję: moje drzewko prezentuje się skromniej:( Czas sprawdzić, jak dziś wygląda.

Jabłonki z czarnymi owocami nie znaleźliśmy mimo posiadanej mapki, za to udało nam się dotarzeć do tego obiektu:

"Kamień granitowy"


Wzbudził we mnie skojarzenia z masą kamieni pamiątkowych w Polsce, jak chociażby tym:




 Kolejnym zachowanym dziełem sztuki z poprzednich "documenta" jest niniejszy napis na ścianie:


 

Uważajcie mnie za niepoprawną nostalgiczkę, ale o wiele ciekawsze wydają mi się zachowane na ścianach polskich budynków pozostałości po socjalistycznych reklamach:

Słynny łódzki motyl na rogu Sienkiewicza i Tuwima



Na koniec spaceru doszliśmy do dzieła sztuki - grządki zasadzonej na głównym dworcu w Kassel:



To właśnie w tym momencie stwierdziłam, że Polska sztuką kwitnie! Nie rozumiem tylko, czemu w świat jeszcze nie poszła ta fenomenalna wiadomość, zwłaszcza, że kierownikiem tegorocznych dokumenta jest Polak, Adam Szymczyk. Kto jak kto, ale on powinien był odkryć, że to nie Kassel, a Polska jest miejscem nieprzeciętnej sztuki współczesnej. Niedopatrzenie to próbuję niniejszym postem nadrobić. Ogłaszam zatem wszem i wobec: Polska to kraj "documenta"! Na wjeździe do naszego kraju powinny stać budki, gdzie opłacałoby się bilety wstępu do kraju-galerii. Pomyślcie tylko, o jakie wpływy zasilony zostałby polski budżet! Toż to już nie na 500+, a na 1000+ by starczyło. Demografia by nam skoczyła, osiągnięcie czego w dzisiejszych czasach jest szczerze przyznawszy niemałą sztuką.
Do pełni szczęścia brakuje nam tylko jednego: symbolu miasta światowej wystawy sztuki: "Człowieka idącego do nieba".



Nie martwię się jednak. Nasz rząd z pewnością postara się już o odpowiednią statuę...

21 kwietnia 2017

Śmierć we mgle - najtragiczniejszy karambol w historii Niemiec



Wczoraj przed naszym blokiem lądowały dwa helikoptery. Powód: około pół godziny wcześniej doszło dosłownie pod naszymi oknami do poważnego wypadku samochodowego. Jadąca z południowego kierunku Honda wjechała nagle na pas samochodów jadących z przeciwnego kierunku. W wyniku zderzenia trzy osoby zostały zaklinowane w swoich autach, tylko kierowcę Hondy udało się wyciągnąć z wozu przed przyjazdem służb ratunkowych. Trzy samochody zostały uszkodzone, dwa z nich nadają się tylko na złom.





Jeśli pamiętacie my sami dopiero co cztery miesiące temu mieliśmy zderzenie z tirem i teraz z wielkim niepokojem trzymałam kciuki za poszkodowanych, żeby i oni wyszli bez większego uszczerbku na zdrowiu z tego wypadku. Mam znajomych w naszym szpitalu i dowiedziałam się, że niestety wszyscy poszkodowani zostali zakwalifikowani jako ciężko ranni. Jednego z nich trzeba było przetransportować helikopterem do szpitala w innym mieście.




Wydarzenie to nastroiło Najcudowniejszego Pod Słońcem Męża do pokazania mi wieczorem reportażu o najtragiczniejszym karambolu w historii Niemiec. Doszło do niego 19.10.1990 ok. 8:30 na odcinku Münchberger Senke autostrady A9. Był to w ówczesnym czasie niezwykle zdradliwy fragment tej trasy. Przebiega on przez obniżenie terenu, na którym tworzą się nagłe, gęste mgły. Właśnie jedna z takich mgieł była przyczyną katastrofalnego w skutkach karambolu, do którego doszło pamiętnego poranka październikowego. W ciągu 10 minut na odcinku o długości 800 m zderzyło się ok 200 samochodów. Wzywający przez telefon służby ratunkowe miał powiedzieć „Huki zderzeń następują tutaj w takcie marsza.” Jednak za fakt, że tamtego dnia autostrada zamieniła się w miejsce przypominające plac boju odpowiadał w ogromnym stopniu kierowca cysterny. Jadąc ze zbyt dużą prędkością wprowadził prowadzony przez siebie pojazd z całym impetem w uczestników karambolu. Cysterna zataczając min. łuk zgarnęła pięć samochodów, zatrzaskując je w pułapce między sobą, a autokarem. Wszystkie zostały zmiażdżone i zmieszane ze sobą w jedną masę na przestrzeni 1,8 m. Członkowie służb ratowniczych opowiadali potem, że tak zmasakrowanych ciał jeszcze nie widzieli. Pierwszą rzeczą, jaką kierowca cysterny zrobił było zjedzenie tachometru.
W sumie w wypadku zostało 141 osób rannych, 10 zabitych. Wielu rannych potrzebowało wielu miesięcy, żeby wrócić do jako takiego normalnego funkcjonowania. Reakcją władz na to wydarzenie było wybudowanie wartego 150 milionów euro mostu wyprowadzającego asfalt ponad ustalony poziom kondensacji pary wodnej oraz wprowadzenie ograniczenia prędkości jazdy.






Brak ograniczeń prędkości na niemieckich autostradach to największe przekleństwo tego kraju. Oczywiście są odcinki, na których pewne obostrzenia obowiązują, ale gdy ich brak, to w Niemczech można pruć, na ile tylko wóz pozwoli. Już kiedyś wspomniałam na tym blogu, że Niemcy to naród kierowców. Najcudowniejszy Pod Słońcem Mąż twierdzi, że jego rodaków ciężko wyciągnąć z domowej kanapy na demonstracje, czy protesty, jak to w jego pojęciu my, Polacy, mamy we krwi, „ale ograniczenie prędkości na niemieckich autostradach oraz wprowadzenie opłat za ich użytkowanie wywołałoby w nich złość godną polskich górników z przeznaczonej do zamknięcia kopalni”.

W 2016 roku w Niemczech doszło do 2,6 milionów wypadków samochodowych. Zginęło w nich 3214 osób, 399 923 zostało rannych (źródło: Statistiscches Bundesamt). Pocieszającym w tych liczbach jest fakt, że choć liczba wypadków wzrosła o 2,8% w porównaniu do roku poprzedniego, to liczba zabitych spadła o 7,1%. Osobiście wydaje mi się, że przyczyniła się do tego coraz lepsza jakość aut. Ostatnio znajomy przysłał mi śmieszną wiadomość z ważnym „messagem” dla mężczyzn: „Panowie, pamiętajcie! Auta sprowadzamy zawsze z zachodu, a żony ze wschodu. Nigdy na odwrót!”. Dla uwiarygodnienia słów treść wiadomości została poparta odpowiednimi zdjęciami kto i co jak wygląda w danym kierunku geograficznym. Ogólnie faktycznie zarówno baba z zachodu i wóz ze wschodu prezentowali się dość przerażająco… Ale to fakt, że gdy pomyślę o naszym wypadku, to szczęśliwa jestem, że siedzieliśmy w starym, bo starym, ale jednak niemieckim wozie, gdzie blacha nie miała grubości kartki.





Inna rzecz, że bardziej od najlepszego samochodu liczy się po prostu rozsądek na drodze. A tego wielu osobom niestety brakuje. Co jakiś czas niemieckie autostrady są placem wielkich karamboli. Jeden z tych największych miał miejsce w 2009 niedaleko miejsca naszego obecnego zamieszkania na autostradzie A2 w okolicach Brunszwika, na wysokości Peine. Zderzyło się tam wówczas 259 samochodów. 60 osób zostało rannych, w tym stan 10-ciu był krytyczny. Nie wiem, czy wszyscy przeżyli.

I w tym miejscu pozwolę sobie moi drodzy czytelnicy dać Wam kilka wskazówek odnośnie jazdy na niemieckich autostradach. Drodzy Panowie, nie zrzymajcie się proszę już na samym początku, że baba tu chce się mądrować. W żadnym wypadku nie uważam się za jakiegoś genialnego kierowcę, który chce innych po kątach rozstawiać. Niestety prawda przedstawia się tak, że my, Polacy, mamy w Niemczech niezbyt dobrą opinię jako kierowcy. Obok złych warunków pogodowych, zbyt dużej prędkości, nieznającej narodowości głupoty traktuje się nas obok Rosjan, Białorusinów, Litwinów i Albańczyków jako jedno z największych zagrożeń na niemieckich drogach. Opinię tę słyszę już od kilku lat z różnych ust w różnych częściach Niemiec i po bliższym przyjrzeniu się samochodom z polską rejestracją muszę przyznać, że stawiane nam zarzuty niestety odnajdują swoje potwierdzenie. Część z problematycznych sytuacji, jakie polscy kierowcy wywołują w trakcie jazdy wynika chyba z faktu, że najzwyczajniej w świecie nie jesteśmy przyzwyczajeni do jazdy po autostradach i dopiero się tego uczymy. Cóż zatem wymagałoby poprawy? Oto lista najczęstszych błędów/niedociągnięć, w których uprawianiu stanowimy zdaniem naszych zachodnich sąsiadów stosunkowo dużą grupę:

1. „Mittelspurschleicher”, czyli „Ślimak na środkowym pasie”. Jeśli nie wymijasz nikogo na pasie z prawej, to nie wlecz się radośnie środkowym pasem, tylko wracaj na prawy pas i tam jedź. W przeciwnym razie inny użytkownik drogi, który znajduje się za Tobą z prawej strony i chciałby Cię wyminąć musi zmienić aż dwa pasy, aby móc to zrobić.

2. Poinformuj o tym, gdy chcesz zmienić pas. Niestety jest pewna grupa rodaków, która za „cool” uważa zmianę pasów bez wcześniejszego włączania kierunkowskazów. To akurat nie wynika z braku ćwiczeń jazdy na autostradzie:( tylko moim zdaniem kompletnego braku wyobraźni i chorego poczucia, co naprawdę jest „cool”.

3. Fajnie, że włączyłeś migacz, ale zrób to wcześniej niż w trakcie zmieniania pasu.

4. Super, że włączyłeś kierunkowskaz już na pasie, który chcesz opuścić, zanim jednak ruszysz tyłek na inny sprawdź dobrze, czy aby na pewno znajdzie się tam miejsce dla Ciebie.

To jest chyba obok pkt.1 nasz najczęstszy błąd. Wielu polskich kierowców zdaje się mieć poczucie, że wystarczy raz mrugnąć i juhuu. Pamiętajcie, na niemieckich autostradach niektórzy prują z prędkością powyżej 200 km/h. Taki ktoś nie zdąży zahamować, jak mu się wepchniecie w tor jazdy!
TO TAKŻE SZCZEGÓLNA PROŚBA DO WSCHODNIOEUROPEJSKICH KIEROWCÓW TIRÓW!!!

5. Zmieniając pas nie sprawdzaj sytuacji tylko w lusterkach. Upewnij się dodatkowo robięc obrót przez ramię, że nikogo nie masz w martwym punkcie. Przy prędkościach, z jakimi mamy do czynienia na autostradzie łatwo w nim kogoś przeoczyć.
WAŻNE!: Przed wykonaniem obrotu przez ramię zadbaj o dostatecznie duży odstęp od pojazdu przed Tobą. Jednym z klasyków na niemieckich autostradach jest wjechanie w tył innego wozu podczas tego manewru.

6. Jak nie umiesz ocenić prędkości, z jaką inni uczestnicy drodzy się poruszają, to najlepiej nie korzystaj z autostrady, a jak już tam wylądujesz, to siedź na prawym pasie.

7. Każdy wie, że to co Polskie jest dobre, ale zabierz ze sobą tyle tobołków, żebyś widział tylną szybę w swoim samochodzie.

8. DO WSCHODNIOEUROPEJSKICH KIEROWCÓW TIRÓW!!! W Niemczech zakazy wymijania dla ciężarówek stawia się przy drogach nie dla ozdoby, tylko, żeby się do nich stosować.

Życzę nam wszystkim wielu fantastycznych podróży zakończonych tylko szczęśliwymi powrotami do domu!

Dla zainteresowanych, reportaż „Tod im Nebel” dotyczący karambolu z 19.10.1990 można zobaczyć w sieci tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=kZhjO3qK7i4